Jestem szczęśliwa
Ostatnio zaobserwowałem coś ciekawego.
Gadałem sobie z Agnieszką, nagle temat zszedł na jej chłopaka. Zaczęła się rozpływać, jaki to on cudowny, wspaniały, jak im jest dobrze, jak ona go kocha, och, jak to go kocha i nie mogłaby bez niego żyć. Jej opis na GG który ustawiła po tej rozmowie: coś w stylu “KOCHAM CIE :*:*:*:*:*:* JESTEŚ BOSKI” sratata
Dzień później gadałem sobie z Agnieszką. Rzuciła chłopaka, powiedziała że go nie kocha.
Przypomniało mi się jak miesiąc wcześniej rozmawiałem z inną dziewczyną, Justyną. Sytuacja identyczna, chociaż stopień wychwalania jej chłopaka i tego jak im dobrze był jeszcze większy. Zerwała z nim chwilę potem.
W obu przypadkach przypuszczam (nie byłem pewien, bo zapewniały mnie, że było inaczej), że na początku związku nie były do końca przekonane co do tego, czego naprawdę chcą. Możliwe, że po prostu bały się samotności.
To uświadomiło mnie o czymś. Nadmierna wylewność uczuć wcale nie jest czymś dobrym, może być oznaką desperacji. Wydaje mi się, że one próbowały sobie w jakiś sposób wskrzesić uczucia, wmówić sobie, że jest, jak nie jest. Po takim wyznaniu chyba prawda uderza je ze zdwojoną siłą, i bęc.
To może i nie żadna reguła, ale jestem prawie pewny, że one nie były jedynymi kobietami, które tak reagują.
Zresztą, swoją drogą – takie uczucie jest gówno warte. Zawsze wkurzały mnie laski marudzące “ja naprawdę nie wiem, co do niego czuje”. Jak nie wiem, czy kocham, to nie kocham.
marzec 8, 2008 @ 4:38 pm
No tragedia! :/ Np. jedna ma opis “kocham :* :*”, a potem nagle zrywają, potem ma opis “w łóżku z misiem, jak małpy”, a potem znów zrywają, a potem w szkole słyszę, że znów są razem, bo “jest z kim wyjść”. :/ Buractwo.