Toksyczni eks-partnerzy
Znam dziewczynę, która ma bardzo dziwny problem. Miała kiedyś faceta, w którym była szalenie zakochana. Wszystko było super, dopóki mogli być blisko siebie, a że mieszkali na dwóch różnych krańcach Polski – nie było to zbyt często. W efekcie ten chłopak raczej miał ją w dupie, a ona – za moją namową – rzuciła go. I bardzo dobrze, bo to frajer.
Znalazła sobie innego, była szczęśliwa, lecz uczucie do tego jej byłego nigdy do końca nie wygasło. W jej oczach do dziś jest zajebisty.
I nagle, ni stąd ni zowąd, on zaczął do niej pisać. A że to tęskni, że ją kocha, że im było cudownie, bla bla bla. Robił jej mętlik w głowie, ona rzucała swojego faceta, wpadała w dół. Nie wracali do siebie, parę dni wzdychała, że ona to go chyba jednak kocha, po czym on znowu pełną klasą okazywał to, jak ma ją w dupie. Ona znalazła sobie innego, była szczęśliwa, aż nagle znowu…. i tak w kółko.
Ona jest głupia, bo wierzy, że te głupoty, które on pisze, są szczere. Ale nie o niej mowa w tej notce.
Czemu on się tak zachowuje? Nie ma wątpliwości co do tego, że celowo psuje jej życie. Podświadomie CHCE, żeby ona była nieszczęśliwa. Nie rozumiałem tego przez pewien czas… aż w końcu sam poznałem to uczucie, gdy po dłuugiej przerwie spotkałem się z dziewczyną, z którą kiedyś chodziłem, ale po jakiś czasie olałem ją. Opowiadała mi o swoim związku (notabene bo sam ją o to prosiłem), i o tym, jaka jest szczęśliwa. Nie podobała mi się wtedy, ale zrodziło się to dziwne uczucie… Miałem ochotę ją odbić, popsuć jej to, sprawić, że ona znowu poczuje to do mnie.
Z jakiegoś powodu gdy rzucamy kogoś, jesteśmy przekonani, że ta osoba powinna być nieszczęśliwa, żyć w żałobie i celibacie i płakać w kącie. I prosić nas o wybaczenie, w sytuacji gdy my, oczywiście, pełni dumy, odtrącamy ją.
Gdy ona znajduje sobie innego, jest szczęśliwa, lub po prostu się nie przejmuje… coś w nas pęka. I mamy ochotę, wbrew rozsądkowi, znowu o to walczyć.
Podałem przykład gdy to kobieta tęskniła do swojego partnera, ale nie zliczę historii, które ludzie mi opowiadali, gdzie rzucony facet zasypywał laskę słodkimi smsami, biegał z kwiatami i błagał ją (co powodowało automatyczne odrzucenie na wieki), lub po prostu zaczynał umawiać się z innymi (co powodowało, że znowu zaczynało im na nich zależeć).