1. Kurde! Jak ja dostaje szału jak widzę przystojnego faceta, który idzie ulicą, dobrze ubranego, wyglądającego sympatycznie… I tak: albo zapomina, że ma ręce. I zwisają mu jak u małpy. Kurczę, nie o to chodzi! Masz nimi, ciulu, machać. Nie tak, jak kretyn… Luźno. Inny typ: myśli, że jest kurwa, groźny, robi krzywą minę, łapy na bok jakby miał pod pachami dwa bochenki chleba i buja się tak myśląc, że jest cool. Nie, nie jest. Przeciwieństwo: chłopak idzie wyprostowany, wszystko cacy tylko, że… czemu on wygląda jakby miał kij w dupie? Sztywny jak robot, uhh. Nie, to też nie wygląda fajnie.
2. Rada zainspirowana South Parkiem, ale jednak trafna. Jeśli dziewczyna i chłopak pracują nad czymś wspólnie, spędzają ze sobą czas sam na sam, to bardzo prawdopodobne, że tak czy siak po pewnym czasie zaczną czuć do siebie przyciąganie. Może to być wspólny projekt do szkoły, nauka czegoś (niekoniecznie korepetycje – ja na przykład uczyłem dziewczyny gry na gitarze – ale też są dobrą okazją).
3. Pryzmat własnych pragnień.
Zmora wszystkich mężczyzn. Mamy tendencję, straszną tendencję, do widzenia rzeczywistości nie taką, jaka ona jest, ale taką, jaka chcielibyśmy aby była. To prowadzi do tragedii często, bo drastycznie wpływa na nasze zachowanie, zmienia reakcje, powoduje, że błędnie odczytujemy znaki i nadinterpretujemy rzeczywistość. W efekcie prowadzi do PORAŻKI.
Stąd nieśmiertelna rada ode mnie, która się tyczy nie tylko podrywania, ale każdego aspektu życia – będziecie lepszymi ludźmi jak się do niej zastosujecie.
Dawaj wiedząc, że nie otrzymasz nic w zamian. Nie chcąc niczego w zamian, nie oczekując niczego.
Gdy oceniasz sytuację, staraj się nie kierować emocjami… wyjdź z siebie, stań obok, popatrz na siebie, na nią – pomyśl ” co ja bym mu doradził teraz , co ja o tym sądzę”.
Pamiętaj, w pierwszej kolejności widzisz subiektywną prawdę, nie obiektywną. Potem rzesza mężczyzn beczy i narzeka: po co ona robiła mi nadzieję, ona bawiła się moimi uczuciami. A kobiety (choć nie zawsze), nie wiedzą WTF. Sami robicie sobie nadzieje właśnie ulegając patrzeniu przez Pryzmat Pragnień.
Nadzieja to “pierwszy krok na ścieżce do rozczarowania”.
A co mi tam, mimo tytułu, dorzucę jeszcze kilka myśli.
Większość z was błędnie traktuje te wszystkie poradniki. Nie w tym rzecz, żebyś udawał, że jesteś, jaki nie jesteś. Nie o to chodzi, żebyś nauczył się kilku trików i tekstów. One mają cię NAPROWADZIć, wskazać dobrą ścieżkę. Pokazuje ci palcem, jak masz się zmienić, jak ćwiczyć, czego nie robić. Co działa, a co nie. Ale grunt w tym, że to ty masz zmienić myślenie i zachowanie. Udawanie jest pierwszym krokiem, ale jeśli ma być ostatnim – daruj sobie. Nie warto. Teksty czy przykłady zachowań też są tylko wskazówką, drogowskazem: uczenie się ich jest ZŁE, przydatne na początku, ale masz zmienić styl tak, żeby stały się naturalne. Bez wkuwania, grania jak na scenie. Po pierwsze, tylko się będziesz stresował, po drugie, ona i tak wyczuje. Jak nie na początku, to na dłuższą metę polegniesz.
No bo jak już wyrwiesz ją, skończą ci się teksty i trzeba będzie wymyślać nowe… to co? Błękitny nie pomoże.
I can only show you the door. You are the one who has to walk through it.